Upadek twierdzy

Upadek twierdzy

autor: augustyn

27.04.2017


To szorstkie Dziwadło czasami robi mi świństwo. Odgradza się. Izoluje. Takie cwane? Bo ma przeciwstawny kciuk? Jeszcze zobaczymy, kto będzie górą. Nie po to je budziłem, żeby mnie teraz ignorowało.

Czasami rano nie mam nastroju, na przekomarzanie się z Joszkiem w czasie porannego posiedzenia i zamykam drzwi toalety psu przed nosem. Parę razy skakał na nie, próbując otworzyć. Nauczył się od kotów. Tych drzwi jednak nie da się otworzyć przez zwykłe naciśnięcie klamki. Na szczęście. Dziś nawet nie próbuje.

Czytam sobie spokojnie, gdy moich uszu dochodzi dziwny dźwięk – inny, niż zwykle. Bystrzeję, Bystrzeję? Zamieniam się w Joszka? Węszyć nie zacznę, bo ten zmysł raczej nie jest moją mocną stroną. Mój nos działa słabo, używam więc organu, który działa u mnie nieco lepiej i próbuję domyślić się, co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Twierdza

Piwniś

Piwnik, jak nie leży, to  rośnie.

Mamy piętro. Używane przez nas funkcjonalnie niecodziennie. Zimą odizolowane z oszczędności na ogrzewaniu, latem otwarte z wygody. Koci azyl. Tej wiosny słychać czasami z góry, jak dorasta nowy domownik – Piwnik. Jak brzmi dorastanie kota? To modulowane, raczej niskie miauczenie, z raptownymi skokami do wysokich tonów. Od czasu do czasu. Werbalne przepychanki z dorosłym Puszkinem. Jak na razie werbalne. Matka z córką też tam bywają, ale chyba są ciche. Koci patriarchat jakiś?

Koty

Joszko nie lubi schodów. Używa, kiedy musi. Co nam bardzo pasuje. Koty mają teren, który zapewnia im spokój od Joszka, ja mam spokój, kiedy pracuję, bo biuro mam w piwnicy. Joszko na piętro wszedł tylko raz, rozejrzał się, obwąchał wszystko i szybko zbiegł za mną na dół. Jeden raz. Tak było do dziś.

Pierwszy krok

Pierwszy krok z łazienki, spojrzenie w górę i widzę cielaka u szczytu schodów. Szybka decyzja i Joszko jest już przy mnie. Wchodzę kilka schodków, tyle, aby mieć głowę ponad podłogą. To jedno duże pomieszczenie. Adaptowany strych ze stolarką więźbową na wierzchu, czyli między innymi z drewnianymi balami jako podporami. Słupami. I wielką kałużą wokół jednego z nich…

Wyobrażam sobie, że Joszko…

To nie jest dom. Inaczej pachnie. Trzeba oznaczyć. Zostawić po sobie ślad, dla tych, co przyjdą po mnie. Ooo, ten słupek będzie idealny.

Joszy spogląda w górę

Teraz będę w górę i z góry spoglądał częściej…

Postanowienia poranne

Chyba się więcej nie zamknę przed wyjściem z Joszkiem na poranny spacer. O innych konsekwencjach przełamania się Joszka przed chodzeniem po schodach nie chcę na razie myśleć. Koniec twierdzy, zamek upadł, azyl przestał być bezpieczny. Koniec świata.

Joszka ślad

Tu byłem – Joszko.

Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo pochwal, jeśli wolisz.

Komentarze


W jakiś sposób podobne:

Kategorie:

Joszko.blog

Słowniczek:

puszka

to: samochód i pokrewne zadaszone na kołach

wszystkie hasła


Tagów ci u nas dostatek:


Powiadomienia na e-mail

Informacje o zmianach dostępne są przez kanał RSS, ale można też otrzymywać powiadamiania o nowych treściach e-mailem. Wystarczy...