Refleksyjny poranek sam na sam z tornjakiem, czyli kawa bez papierosa

Refleksyjny poranek sam na sam z tornjakiem, czyli kawa bez papierosa

autor: augustyn

28.08.2017


Wstaję, odstawiam do zlewu kubek z wilgotnymi fusami po parzonej na modłę peerelu kawą. To sposób niezdrowy ponoć, nieoddający ani smaku, ani aromatu kawy, ale tak właśnie lubię. Choć czasami wypijam i dobre ponoć espresso, czasami zamiast biegania do kuchni, parzę sobie kawę z ekspresu, to i tak najbardziej lubię kawę, po której wypiciu widzę na dnie brązową breję. Odsączam resztkę płynu, a na ściance oglądam wysunięty na pożegnanie wilgotny język z fusów.

Odstawiam kubek. Czuję, jak powoli mija ból głowy. Wyciągam w górę ręce, chwytam prawą dłonią lewy nadgarstek i przeciągam się, wyginając lekko do tyłu i stękając z zadowolenia. A może to po prostu dźwięk, który powstaje samoistnie, kiedy przy takim przeciąganiu łopatki wypychają płuca do przodu, gniotąc je w klatce żeber?

Dziwadła są nieprzewidywalne. Miewają kaprysy, miewają fochy. Bywają zupełnie nierozgarnięte i wtedy nie potrafią rozpoznać podstawowych moich potrzeb. A że przyszło mi żyć w ich środowisku, to nie wszystko mogę załatwić sam. Powinny być bardziej czujne. Uważać na to, co im komunikuję. Werbalnie bądź behawioralnie. Czasami łapią, ale czasami są takie tępe. To już zwierzydła więcej rozumieją. Nauczyły się.

Interakcja

Joszko patrzy

Otwieram oczy i widzę metr przede mną Joszka. Opuszczony ogon, zwisające luźno uszy, pysk lekko uniesiony w moim kierunku. Przygląda się, słucha w oczekiwaniu, z nadzieją na to, że coś się zdarzy. Nie musi to być nic wielkiego. Wystarczy jakiś gest bezpośrednio do niego, jakakolwiek reakcja, zainteresowanie. Chce być dostrzeżonym. Jakie to ludzkie, niewinne, naiwne, dziecinne. Czy z wiekiem nabierze pewności siebie i niezależność na tyle mu się utrwali, że nie będzie miał takich potrzeb? Ja tak miałem.

Uśmiecham się do niego i kucam. Ogon Joszka wędruje w górę, uszy, jakby z nim zsynchronizowane też przesuwają się wyżej. Wysuwa przednie łapy, głowę lekko chowa między łopatki, grzbiet wygina w dół tak, że klatką piersiową dotyka podłogi. Tyłek na wyprostowanych tylnych nogach sterczy w górę. Przeciąga się szczęśliwy w interakcji z człowiekiem. Drapię go pod brodą i za uszami, dalej po bokach, ile sięgnę. Zadziera pysk i wpatruje się w moją twarz, w oczy. Widzę w nich pytanie, oczekiwanie, co będzie dalej.

I co dalej?

Joszko w oczekiwaniu

Myśli. Kombinuje. Widzę ten wysiłek. Może wymyśli coś właściwego. Drzwi są tam, miska tam, a jak nie masz pomysłu, to szarpaka mogę przynieść. Mogę przynieść cokolwiek, jestem zdolny, silny, sprawny, rozgarnięty, wszechstronny, niewybredny, tolerancyjny. Mam wymieniać dalej?

Jest siódma rano. Na spacerze już byliśmy, strzępy pozostawionej mu wczoraj do zabawy plastikowej butelki już pozbieraliśmy, kilka skórek arbuza, których nie uprzątnąłem wieczorem, też już zlokalizowałem w pościeli i zutylizowałem. Powinienem siadać do pracy…

Joszko gryzie butelkę


Podziel się, udostępnij, skrytykuj, albo pochwal, jeśli wolisz.

Komentarze


W jakiś sposób podobne:

Kategorie:

Joszko.blog

Słowniczek:

aromaty z nóg

to: kapcie, buty

wszystkie hasła


Tagów ci u nas dostatek:


Powiadomienia na e-mail

Informacje o zmianach dostępne są przez kanał RSS, ale można też otrzymywać powiadamiania o nowych treściach e-mailem. Wystarczy...